otoWakacje.pl » Przewodniki » Stany Zjednoczone » Jesień w Montanie (Maciej Śnieżek)
Aby dostać się do Polebridge, trzeba dolecieć do Seattle, tam przesiąść się do pociągu Empire Builder, łączącego zachodnie wybrzeże USA z Chicago, wysiąść po 14 godzinach na kompletnym odludziu Montany, a następnie przejechać 40 kilometrów w stronę granicy z Kanadą, w głąb parku narodowego Glacier. I tak po 30 godzinach podróży dojechałem na miejsce, aby bez zaskoczenia zorientować się, że drogi są tu nieutwardzone, elektryczności nie ma w ogóle, a telefony komórkowe mogą służyć wyłącznie jako przyciski do papieru. Co więcej: na każde 5 km kw. przypada tutaj jeden niedźwiedź brunatny (jeśli mamy szczęście) lub grizzly (jeśli lubimy przygody). Tak rozpoczął się mój urlop w parku narodowym Glacier.
Polebridge to wioska magiczna, ale North Fork Hostel to wyjątkowe miejsce nawet tutaj – nie tylko dla turystów, ale i dla jego właściciela. Jest nim Oliver, wyjątkowo gościnny Niemiec który przyjechał tu po raz pierwszy 10 lat temu, a przed rokiem kupił cały interes. To tak naprawdę górska chata bez wygód, przystosowana 30 lat temu do pełnienia roli hostelu. Przez cały rok przyjeżdżają tu ludzie, którym nie przeszkadza brak toalety (kilka metrów od chaty stoi wygódka) czy telewizora (jak w całej wiosce nie ma tu prądu, a wieczorami w chacie palą się lampy gazowe), a szukają tu spokoju i wyciszenia. Oprócz pokoju z dwoma piętrowymi łóżkami (15$ za osobę za noc) można też wynająć "dwójkę" i pokój rodzinny. Do dyspozycji gości jest w pełni wyposażona kuchnia, prysznic z ciepłą wodą i "living room" z wi-fi (gospodarz codziennie włącza na kilka godzin generator, można więc podładować baterie do aparatu czy wysłać maila). Kilkanaście metrów od hostelu płynie sobie leniwie Flathead River, a nocami do okien zaglądają ciekawskie łanie...
Tak upłynął mi cały urlop. Mogłem pojechać do niezbyt odległego Yellowstone, zwiedzić Seattle, a nawet wypuścić się do Kanady. Nie czułem takiej potrzeby. W Polebridge i okolicach było wszystko, czego szukałem – i o wiele więcej:)
PS. Jak się dowiedziałem, byłem pierwszym Polakiem, który odwiedził hostel od początku jego istnienia...
A tu znajdziecie na mapie North Fork Hostel
Park Glacier jest wyjątkowy pod wieloma względami. To tędy przebiega tzw. continental divide, a więc główne pasmo Gór Skalistych, oddzielające zachodnią część USA od wschodniej. Najwyższa góra w parku ma prawie 3500 m wysokości. Są tu też 653 jeziora i niezliczone strumienie, a wszystkie krystalicznie czyste... Park Glacier jest stosunkowo nieznany: rocznie odwiedza go niecałe 2 mln turystów, czyli pół miliona mniej, niż dwudziestokrotnie mniejszy Tatrzański Park Narodowy. I rzeczywiście: podczas dwudniowej wycieczki popularnym szlakiem turystycznym spotkaliśmy na trasie dwie osoby! Trzeba też przyznać, że w USA parki tworzy się z głową, aby zarówno przyroda pozostała nietknięta, jak i turysta miał gdzie zanocować i nie zgubił się w górach. Informacja turystyczna jest wspaniała, szlaki świetnie oznaczone, a kempingi doskonale wyposażone. Wreszcie przyroda – oprócz niedźwiedzi (spotkałem cztery!) i pum jest tu mnóstwo niemalże pozbawionych strachu przed człowiekiem saren, jeleni, łosi, kozic i kilkadziesiąt gatunków ptaków drapieżnych. No i ten spokój... Ciszę zakłóca jedynie szum potoku i wiatru, a wysoko w górach, przy pełni księżyca można pomyśleć, że świat gdzieś zniknął...